Profesor - neurochirurg o nieodkrytym potencjale błędu

Zbulwersowanie, oburzenie, złość, no bo jak to możliwe? Jak mogą nie wiedzieć co mi jest? Takie reakcje i myśli bywają częste wśród osób sfrustrowanych życiem z długo diagnozowaną chorobą. Zapominamy o jednym drobnym fakcie. Proces diagnostyczny w przypadku osób z atypowym rozwojem schorzenia może być ogromnie złożony. Jesteśmy trudni i nic na to nie poradzimy. Dowodem powyższego stwierdzenia jest fragment cieszącej się międzynarodowym uznaniem książki Profesora neurochirurgii (Henry Marsh): "Po pierwsze, nie szkodzić". Ostatnią rzeczą, której bym się spodziewała po tak wybitnej osobowości jest koncentracja na własnych błędach. A jednak! Okazuje się, że prawdziwie wszechstronne umysły to nie te bez gaf i błędów, a takie, które potrafią w mistrzowski sposób zamienić płynące z nich doświadczenie w wartość dodaną. Poniższy cytat to okazja do obustronnego rachunku sumienia zarówno po stronie przedstawicieli medycyny jak i pacjentów. Do tego jest to świetny przykład tego, jak przenikają się nawzajem nauki: psychologia poznawcza i medycyna.

,,W ramach współpracy międzyuczelnianej regularnie prowadzę wykłady na jednym z amerykańskich wydziałów neurochirurgii, który był uprzejmy powierzyć mi stanowisko honorowego profesora. Niedawno uraczyłem słuchaczy wykładem pod tytułem „Moje najgorsze błędy”, zainspirowanym książką Daniela Kahnemana "Pułapki Myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym." Ta błyskotliwa książka, wydana w roku 2011, porusza temat ograniczeń w naszym rozumowaniu i powszechności zjawiska nazwanego przez psychologów błędem poznawczym. Myśląc o własnych błędach w trakcie mojej długiej kariery lekarskiej z ulgą przyjąłem zapewnienia autora, że popełniamy je wszyscy bez wyjątku, gdyż skłonność do fałszywych ocen i błędów jest niejako wpisana w ludzki mózg. Poczułem się jakby rozgrzeszony, przynajmniej z części z nich. Każdy wie, że mylić się jest rzeczą ludzką i że powinniśmy się uczyć na własnych błędach. Zawód lekarza ma niestety tę specyfikę, że za nasze błędy płacą pacjenci. Ogromna większość chirurgów – bo pewnie zawsze znajdą się wyjątki – głęboko przeżywa swoje diagnostyczne i terapeutyczne porażki zwłaszcza jeśli pociągają za sobą oskarżenia i roszczenia ze strony poszkodowanych. Lekarzom trudno jest przyznać się do błędów, więc uruchamiają się wtedy przeróżne mechanizmy obronne: kamuflaż, wyparcie, przerzucanie odpowiedzialności na innych. Mimo to pod koniec mojej kariery czuję coraz większą potrzebę publicznego wyznania swoich win, w nadziei, że okażą się pomocą naukową dla moich młodszych kolegów.


Zainspirowany książką Kahnemana postanowiłem więc zrobić inwentarz swoich błędów. Przez kilka miesięcy, codziennie rano, jeszcze zanim wstałem z łóżka, odtwarzałem w pamięci kolejne lata kariery. Eksperyment okazał się bolesny. Im więcej myślałem o przeszłości, tym więcej błędów wynurzało się z mroku zapomnienia, niczym trujące opary nad bagnem, nagle zmąconym po długim zastoju. Wiele z nich skutecznie wyparłem ze świadomości dawno temu, a teraz po kolei wracały. Na krótko, bo jak zauważyłem, gdybym nie zapisał ich od razu, szybko zapomniałbym o nich ponownie. Były oczywiście i takie, których nigdy nie zapomniałem z powodu ich szczególnie przykrych konsekwencji. Gdy wygłaszałem ów wykład w Ameryce, na Sali panowała głucha cisza. Słuchacze patrzyli na mnie w osłupieniu, nikt nie zadawał pytań. Jak znam życie, zdumiewała ich nie tyle moja bezkompromisowa szczerość, ile niekompetencja.


Chirurdzy powinni teoretycznie omawiać swoje błędy na regularnych spotkaniach poświęconych „Chorobowości i umieralności”. Jako uczestnik takich narad, zarówno w Ameryce, jak w moim macierzystym szpitalu, zauważam jednak wielkie opory lekarzy przed krytykowaniem się wzajemnie, nawet we własnym gronie. Mimo coraz liczniejszych apeli o przerwanie zmowy milczenia na temat błędów lekarskich w praktyce bardzo trudno to osiągnąć. Chyba tylko głębokie osobiste animozje albo zawzięta konkurencja (zazwyczaj w sektorze prywatnym, a więc o pieniądze) mogą skłonić lekarza do krytycznych opinii o poczynaniach kolegi, a nawet wtedy częściej wygłasza się je za plecami niż prosto w oczy” „


Zainteresowanych zachęcam do pełnej lektury książki.