Niezdiagnozowani łączą się globalnie, Global bond between the Undiagnosed

Zaktualizowano: 5 cze 2020

For all international readers, please find the English version under the Polish one.

Mocno wierzę, że jest coś niewyjaśnionego w naszej duchowości, coś na miarę cząstki, która nie zna barier czasu i przestrzeni. Zainspirował mnie do tej myśli dość osobliwy sposób, w jaki trafiłam na Jamee Lee – trenerkę, terapeutkę i charyzmatyczną blogerkę z USA. Poszukując ciekawych historii w tematyce strony wpisałam w języku angielskim w polu „szukaj” na portalu facebook słowa: „niezdiagnozowana” i „historia ”. Pomiędzy kilkunastoma wpisami i fotografiami coś zwróciło moją uwagę w wyrazie twarzy Jamee, jak gdyby wysyłała rodzaj energii, która przynosi ulgę wyczerpanej duszy. Zaczęłam czytać post o lekcjach, których nauczyła ją choroba. Poczułam od razu, że to jest to. Muszę z nią porozmawiać. Powinniście też wiedzieć, że zwykłam osądzać siebie jak surowy szef, jednocześnie nigdy niemówiący „dzięki, całkiem dobra robota”. Nawet podczas tworzenia witryny nie potrafiłam powiedzieć sobie: „Hej, dziewczyno, to wspaniale, że masz odwagę samodzielnie tworzyć stronę internetową na platformie, która nie jest intuicyjna, przy niewielkim wsparciu jednego specjalisty technicznego. Kciuk do góry, że chcesz tworzyć przydatne pomysły nie tylko w pracy na pełen etat, nie tylko na studiach doktoranckich, ale także przede wszystkim dla ludzi i społeczeństwa. Jest wielu przedsiębiorców, którzy po prostu płacą firmie zewnętrznej za stworzenie dla nich strony internetowej. Ty nie chcesz zlecać na zewnątrz, ale zdobywać nowe umiejętności. Wiem, że oznacza to więcej cierpliwości, uczenie się na błędach i wytrwałość, ale trudności w początkowej fazie nie oznaczają, iż jesteś nie wystarczająca, aby stworzyć coś wartościowego ”. Takie słowa były abstrakcją. Moje codzienne auto-dialogi wydawały się być okrutnym bratem bliźniakiem słów Jamee, które kierowała do siebie przed wewnętrzną przemianą. Bolesne głosy zdawały się nigdy nie ustawać. Możesz sobie wyobrazić to niesamowite uczucie, gdy nagle rozmawiasz z kimś namierzonym intuicyjnie po drugiej stronie oceanu i nie masz wątpliwości, że coś chce uwolnić Cię od wewnętrznego oprawcy i do tego to „Coś”, niezależnie od okoliczności i granic, znajdzie sposób żeby w końcu Cię namierzyć. Więcej o Jamee możecie przeczytać również na jej stronie https://jameelee.com/about-jamee.


PK: Czy na początku mogłabyś opowiedzieć nam o fazach walki z niezdiagnozowaną chorobą i stanach emocjonalnych, przez które musiałaś przejść?


JL: Często chorowałam. Miałam silne bóle brzucha, bóle stawów, migreny, wysypki, choroby skóry i nudności. Zawsze starałam się dowiedzieć, co robię źle. Często czułam się przygnębiona, ponieważ chciałam czuć się pełna życia, energii do działania, po prostu szczęśliwa. W rzeczywistości byłam zmęczona, na duchu odczuwałam odizolowanie i odrzucenie. Czegokolwiek nie zjadłam, nasilały się objawy. Wzmagało to moją krytykę wobec samej siebie. –Nie masz odpowiedniej dyscypliny. Co jest z Tobą nie tak? Nie możesz być po prostu silniejsza? Wprawiało mnie to w stan obcowania z ciągłym oprawcą, tyle, że niewidzialnym. Często chciałam trzymać się z dala od innych ludzi, być sama i uciec od własnych myśli. Marzyłam o ucieczce od samego życia. Ale tak naprawdę to nie było rozwiązanie. Ja po prostu chciałam znaleźć się jak najdalej od krytycznego głosu w mojej głowie. Pułapką było to, iż bez względu na to, dokąd poszłam, on był ze mną. Myślałam, że wrogiem jest moje ciało. Ale to nie była prawda. Moje ciało robiło wszystko, co powinno, i reagowało w sposób, w jaki jest przystosowane reagować na stres, nieodpowiednie odżywianie w obliczu choroby i ciągłe osądy. Część głosów, które wsiąkły w mój umysł okazała się największym i najgroźniejszym wrogiem.


PK: „Wierzyłam, że to, co czuła, było złe. Mówiłam jej tysiące razy, że jest inna. Krytykowałam jej osobowość. Jej ciało. Jej zainteresowania. Notorycznie powtarzałam, że to, jak chce spędzać czas nie jest wystarczająco dobre. Wmawiałam, że muzyka, którą lubi, nie jest wystarczająco fajna. Kilka razy wspominałam jej, że nie zasługuje, aby ktoś adorował i dotykał jej części ciała lub rozumiał dyskomfort wynikły z choroby. Cierpiała na chroniczny ból. Niezdiagnozowane schorzenia. Niewyjaśniony smutek. Była przygnębiona, a ja regularnie dokładałam ciosy. Doszło do tego, że uwierzyłam, że taki dialog to normalność. To dzięki apogeum bolesnych doznań, doznałam nieodpartego przekonania, że pierwszy krok do nowego rozdziału to zakończyć proces znęcania się nad sobą”.


Powyższy cytat z Twojej witryny zwrócił moją szczególną uwagę, ponieważ głęboko opisuje, jak bolesne słowa wielu z nas kieruje do siebie. Te słowa są często wzmacniane przez niezdiagnozowaną chorobę. Czy zdarzyło się w twoim przypadku, że choroba uwolniła Cię od okrutnych wyroków, które wydałaś na siebie w przeszłości?


JL: Początkowo uważałam, że niezdiagnozowana choroba powoduje najwięcej bólu w moim życiu. Z czasem zrozumiałam, że ​​dostawałam od niej także wiele cennych nauk o moim ciele. Otrzymywałam ważne wskazówki, co jest dla mnie dobre, co złe, jakie zastosowane zmiany mogą odmienić mój los. Do momentu problemów ze zdrowiem potrafiłam jedynie osądzać, tuż po ich rozpoczęciu jeszcze mocniej krytykowałam swoje słabości. Przełomowy moment, w którym zdałam sobie sprawę, że choroba była nauczycielem, to moment, w którym postanowiłam słuchać tego, czego naprawdę chcę i nie chować tego pod dywan. Teraz moje ciało jest moim najlepszym przyjacielem, nieustannie uczy mnie, jaką ścieżką podążać ku pełni życia.


PK: Zauważyłam na Twojej oficjalnej stronie, że masz dzieci. Jestem głęboko przekonana, że rozumiesz, chorych rodziców, którzy w niektórych okolicznościach mają ochotę na chwilę samotności, ciszy, nawet przestrzeni na smutek. Co poradziłabyś osobom, które znajdują się w takich okolicznościach?


JL: Pierwszą rzeczą, której uczę klientów, jest sztuka obdarowania siebie szczerym współczuciem. Prawdziwe współczucie to uświadomienie sobie cierpienia,  nawet tego, że chcesz uciec i pobyć w samotności. Nie ma w tym nic złego. Czasami mamy ochotę i prawo płakać, jest to bardzo ludzkie. Kiedy sama przeżywam takie stany, kładę dłoń na sercu i przyznaję sobie w duchu prawo do gorszej chwili. Mówię sobie: „OCZYWIŚCIE, ŻE TO NAPRAWDĘ CIĘŻKIE!” Żyjemy w świecie, w którym nasze własne dzieci, członkowie rodziny mogą bywać okrutni, ludzie w otoczeniu nie okazywać za grosz zrozumienia. Do tego nieraz dochodzą zaostrzenia choroby i dodatkowe wyzwania, których nie oszczędza nam życie. Nie ma nic złego w odczuwaniu czegokolwiek, co czujesz. Wiara w to prawo to podstawa.


PK: Słowa „Dbaj o siebie” są bardzo często wymieniane przez dziennikarzy, pisarzy, specjalistów ds. coachingu. Warto jednak zapytać, co to znaczy dla konkretnej grupy ludzi. W tym wywiadzie mówimy o osobach, u których niekontrolowany rozwój słabości ciała niszczy jakość życia, koncentrację, sprawia, że ​​zmęczenie konkretnym wysiłkiem jest dużo silniejsze niż u zdrowych. Jakie są według ciebie najważniejsze zasady wewnętrznej troski dla takich osób?


JM: Pierwszą zasadą wewnętrznej troski jest rozpoznanie jej prawdziwego znaczenia. Dobra opieka nad samym sobą daje nam to, czego naprawdę potrzebujemy, aby odżywić nasze dusze. Nie mówię tutaj o pobycie w SPA, imprezach, szukaniu przyjemności zmysłowych: jak alkohol czy nadmiar słodkości. Oczywiście, w jakiejś mierze część tych rzeczy może stanowić element troski o własną osobę. Jednak w tym kontekście mowa o procesie w Twoim umyśle. Jest to chęć zaprzestania odrzucania tego, kim jesteś i otwartość na akceptację. Pogodzenie się z własnymi pragnieniami, ciałem (nawet w obliczu objawów chorobowych), emocjami. Podaruj sobie słowa lub gest szacunku, gdy pojawia się cierpienie, pozwól sobie na odczuwanie emocji z nim związanych. Pytanie dobrego wewnętrznego przyjaciela brzmi: czego naprawdę teraz potrzebujesz? Dobra opieka to również uczciwa odpowiedź, bycie dla siebie dobrym, nawet jak nikt inny nie jest w stanie taki dla Ciebie być. Zaufaj, że znasz siebie najlepiej. To wymaga ogromnie dużo odwagi, ale warto.


PK: Czy zgadzasz się ze mną, że kiedy używamy słowa „niezdiagnozowany”, mamy na myśli nie tylko osoby z rzadkimi chorobami, ale także osoby z rzadkimi objawami chorób popularnych. Nie jestem pewna, czy w USA zdarza się to często, ale w naszym kraju zaobserwowałam wiele przypadków, w których trzeba długo czekać na odpowiednie leczenie aż do momentu, kiedy lekarze będą pewni, że to ta „dobrze znana” choroba. Dzieje się tak, ponieważ nie wszyscy mają typowe objawy i wyniki badań w rozwijającej się fazie choroby.


JL: Tak, dokładnie. Każdy jest inny, a nasze ciała reagują w unikalny sposób na stres, choroby i środowisko. Nie powinniśmy zbyt szybko szufladkować chorych, na tych lepszych spełniających wytyczne typowych objawów rozwoju choroby i tych atypowych jako gorszych.


PK: Czy nie sądzisz, że rzadkie choroby i poważne cierpienia nierozpoznane przez wiele lat są powodem, dla którego powinniśmy próbować łączyć siły na skalę międzynarodową, szczególnie w czasach, gdy ludzie cierpiący na COVID-19 wydają się najważniejszym tematem dla światowej służby zdrowia?


JL: Wierzę, że będziemy o wiele lepiej przygotowani do łączenia sił na skalę międzynarodową, jak każdy z nas najpierw zadba o regenerację poszkodowanych części siebie. Warto wystartować od odpowiedzialności i konsekwencji w identyfikacji ważnych dla siebie sfer, dążenia do ich realizacji, co doprowadzi do większej mocy działania i sprawczości. Uzbrojeni w tak mocną wewnętrzną tarczę jesteśmy o wiele lepiej przystosowani do wzajemnych, wspólnych inicjatyw społecznych.


PK: Pamiętam pewną przełożoną w moim życiu zawodowym. Była wielozadaniową kobietą, spędzała w pracy liczne nadgodziny i miała niezwykłą podzielność uwagi. Robiłam, co w mojej mocy, aby wspierać ją w projektach korporacyjnych. Po rozpoczęciu choroby poczułam, że jestem tą, której ciało o wiele gorzej znosi nadmierną eksploatację, aniżeli jej organizm. Kiedy zdecydowałam się odejść z korporacji do mniejszej firmy, okazała mi zrozumienie wyznając, że ​​w przypadku przewlekłej choroby nie jest pewna, czy mogłaby wykonywać tę pracę. Czy możesz podzielić się z nami przekonaniami, które dowodzą, że nie jesteś gorszy, jeśli twoje ciało jest w stanie znieść w pewnych okolicznościach mniej niż zdrowe, że nie jest to powód, aby czuć się niegodnym sukcesu i niewystarczająco zdolnym?


JL: Oczywiście martwimy się tym, co myślą o nas inni ludzie. Chcemy, aby nas pochwalili. Uczymy się w żyć w przeświadczeniu, że powinniśmy być w stanie robić coraz to więcej, ale pamiętajmy, że to tylko myśli. Wynikają one z mechanizmów przyswojonych przez lata przez naszą świadomość. Nie oznacza to, że musimy głęboko analizować motywy chęci docenienia ze strony innych czy osiągania kolejnych poziomów doskonałości w określonej dziedzinie. Jakaś cząstka nas z automatu będzie nam często podsuwać takie komunikaty, nie jesteśmy jednak jej niewolnikami. Równie dobrze możemy pielęgnować w przypadku ich pojawienia się wiarę w następujące prawdy:


Jestem wystarczająca. Zasługuję na najlepszą opiekę i uwagę.

Chęć zrobienia czegoś jest wystarczająco dobrym powodem, aby coś zrobić

Brak chęci zrobienia czegoś jest wystarczająco dobrym powodem, aby tego nie robić.


PK: To pytanie dotyczy przede wszystkim kobiet, ponieważ w wielu przypadkach kobiety uważają, że muszą być gotowe na każde zawołanie. Uważam, że choroba powinna nauczyć nas ochrony osobistej przestrzeni, miejsca dla naszych myśli, wewnętrznego głosu, intuicji. Jaką taktykę negocjacji poradziłabyś kobietom, które wstydzą się pragnienia przestrzeni dla samej siebie przed przyjaciółmi lub rodziną?


JL: To, jak się zachowujemy, wynika z tego, o czym myślimy i na czym się koncentrujemy. Uczę moich klientów, że sam fakt życia, to wystarczająco dobry powód do zaopiekowania się sobą i szacunku do swoich potrzeb. Wtedy o wiele łatwiej jest prosić o pomoc, komunikować rodzinie o potrzebie chwil odosobnienia. Planuj realizację swoich celów tak, żeby nie przekroczyć granicy, w której zamiast zapału i ożywienia czujesz przemęczenie. Kiedy człowiek naprawdę zrozumie, że zasługuje na miłość i troskę, to czego pragnie, to komunikacja, której wcześniej się obawiał stanie się dla niego naturalnym elementem codzienności i relacji międzyludzkich. Do tego wszystko to będzie się działo bez poczucia winy!!


PK: Czy słyszałaś o dziewczynach (trenujących profesjonalny taniec jeszcze przed chorobą), które próbowały pokazać swój ból poprzez taniec? Mam w pamięci, że czytałam o takiej inicjatywie w USA, ale chętnie poparłabym dalsze tworzenie artystycznych inicjatyw wyrażania ciężkich doznań przez chorych.


JL: Zdecydowanie tak. W organizmie, szczególnie w obliczu rozwijających się chorób jest uwalniany szereg substancji i hormonów, które powodują, że odczuwamy różnego rodzaju emocje i ból. Dynamika, w którą nas wprawia ruch ciała jest bardzo ważnym sposobem wyrażania doznań trawiących nasze ciała oraz zmysły, w tym bólu i cierpienia. Taniec to wspaniały sposób na wyrzucenie z siebie wielu stanów. Myślę, że w wyniku inspiracji tym pytaniem tuż po udzieleniu odpowiedzi pójdę zatańczyć!! :)

Podsumowując nasz wywiad chciałam życzyć wszystkim polskim chorym i niezdiagnozowanym siły do walki z nadzieją, że przyda im się kilka moich refleksji jako człowieka, który zajmuje się terapią osób borykających się z jakością życia o wiele niższą niż ta, na którą zasługują.


PK: Dziękuję Jamee za inspirację, którą z pewnością zachowam w pamięci. Wszystkiego Dobrego.


INTERVIEW FOR INTERNATIONAL READERS


I strongly believe that there is something unexplained in our spirituality that doesn’t know the barriers of time and space. This is what happened when I found website of Jamee Lee – coach, therapist and the previous Undiagnosed. I just put on facebook in the search field the following words: undiagnosed story” and between a couple of posts something attracted my attention in Jamee’s face expression, as though her face sent a kind of energy giving relief to exhausted soul. I started reading post about her story of disease and I knew, this is it, I have to talk to her. Just feeling it. You should know that I used to judge myself as the boss with plenty of requirements but never saying “thanks, good job”. Even when creating website I never told to myself “Hey Girl, that’s great you have courage to create website alone on the platform, which is not the intuitive one, with little support of one technical specialist. That’s great you want to create useful things and ideas not only in your full-time job, not only on your doctoral studies but also something above all for people and society. There are many entrepreneurs who just pay a company to create website for them. You do not want to outsource but acquire new skills. I know it means more patience, learning through mistakes and endurance but difficulties at the beginning phase do not mean you’re not good enough to create something valuable”Such words were abstraction. My everyday self-dialog seemed to be the cruel twin brother of Jamee’s words she addressed to herself before the mental change. The painful voices seemed to never stop. You can imagine this awesome feeling, when suddenly you chat with somebody on the different side of the ocean and you have no doubt that something wants to protect yourself from being your own abuser and this “Something” will find a way to communicate with you, no matter what.


PK: At the beginning could you tell us about phases of battle with your undiagnosed disease and emotional states you had to go through?


JL: I was sick often. I had stomach pain, achy joints, migraines, rashes, skin conditions, and nausea. I was always trying to figure out what I was doing wrong. I felt depressed often because I wanted to feel alive and happy and energized. But I was fatigued, and felt isolated and rejected. I felt rejected because I would eat something and then think that what I ate was causing me to feel very sick so then I would criticize myself and say things to myself like “You have no willower. Whats wrong with you? Why can’t you just be stronger?” And then when I would talk to myself like that I started feeling like I was living with an abuser. This is what made me feel isolated and rejected. I often wanted to stay away from other people. I wanted to be alone and I wanted to escape my own thoughts. I would dream of escaping my life. But I couldn’t actually escape from the critical voice in my head so no matter where I went or how I escaped, I was still with my my body. I thought the enemy was my body. But that wasn’t true. My body was doing everything it was supposed to do and reacting the way it was supposed to react to stress and food and judgment. The enemy was me. Believing the critical voice in my mind. Listening to it. I was my own worst enemy.


PK: "I’ve believed that whatever she was feeling was wrong. I’ve told her thousands of times to be different. I’ve criticized her personality. Her body. Her interests. I’ve told her that the way she wants to spend her time isn’t good enough. I’ve even told her that the music she likes isn’t cool enough. I’ve mentioned to her a few times that parts of her body weren’t meant to be seen. Or touched. Or understood. She has suffered with chronic pain. Undiagnosed illnesses. Unexplained sadness. And then I criticized her for all of those. She was down and then I beat her up some more. It got to the point where I believed that the way I thought about myself and the way I talked to myself was normal. I thought being critical and judgemental was the way to change."


The above quote from your website took my special attention, as it deeply describes how painful words many of used to address to ourselves. These words are often strengthened by undiagnosed disease. Did it happen in your case that disease made you release how cruel judgements you addressed to yourself in your past?


JL: At first I believed that undiagnosed disease was causing more pain in my life. But the truth is that the disease was actually teaching me a lot about my body. The disease was revealing lots of things to me. My body, through disease, was revealing wonderful things to me, that if followed, I would be able to feel alive again. I was already talking judgmentally to myself and believing critical words and rejecting myself. So the disease as just another excuse to keep doing this. The moment that I realized that the disease was a teacher was when I decided to start listening and being kind. Now my body is my best friend who is teaching me how to live and love and feel alive.


PK: I noticed on your official website. I am deeeply concerned you understand that in some circumstances even when being a parent, you would like to run away, stay alone and cry. What would you advice people who face circumstances as described above?


Jl: The first thing I help my clients with is to teach them how to offer themselves real compassion. True compassion for yourself is noticing that you are suffering, noticing that you want to run away and hide. There is nothing wrong with this. Sometimes we want to cry and be alone as a mother and just as a human in general. So when I feel like I want to run away, I put my hand on my heart and acknowledge that I am suffering. I say to myself “OF COURSE THIS IS REALLY HARD!” We live in a world where our own children can be obnoxious, people can be mean, there are really hard challenges and illnesses that we all live with. There is nothing wrong with feeling anything that you are feeling.


PK: Words "Care for yourself" are very often mentioned by journalists, writers, coaching specialists. But it's more worthy to ask what does it mean for concrete group of people. In this interview we talk about people, who feel that the uncontrolled weakness of their bodies destroys quality of life, concentration, makes tiredness twice as strong as in the case of healthy people after intensive effort. What in your view are top rules of self-care for such people?


JL: The fist rule of self care is to recognize the true meaning of self care. Self care is giving ourselves what we really truly need to nourish our souls. It doesn’t look like a bath or a spa day or a drink of alcohol or sweets and indulgences. Though those things can have their place and come as a result of already nourishing your soul and loving yourself. Self care starts in your mind. Being willing to stop rejecting who you are and love what is. Coming to peace with your own loves, desires, body, emotions. Offering yourself a loving place to be when there is suffering and allowing yourself to suffer with and feel an emotion and actually letting the emotion digest in your body. Self care is asking, what do I really need right now? Self care is being honest, answering that question, and then being there for yourself in a way that nobody else can. Self care is acknowledging that you know you better than anyone else and trusting yourself to take care of you.


PK: Would you agree with me that when we use the word "Undiagnosed" we mean not only people with rare diseases but also people with rare symptoms of popular diseases. I am not sure if in USA it also happens often but in our country I observed many cases when you have to wait very long for appropriate treatment till the moment, when doctors will be sure, that it's this "well known" disease. It happens because not everybody has typical symptoms and tests results in the developing phase of the disease.


JL: Yes exactly. Everyone is different and our bodies react in unique ways to stress and illness and to the environment. We shoun't quickly divide patients into those who are better because of having typical symptoms of disease and those worse with atypical ones.


PK: Don't you think that rare diseases and serious suffering staying this undiagnosed for many years is the reason why we should match our forces on an international scale, especially during times when people suffering COVID-19 seem to me the most important topic in the world and in medical society?


JL: I believe that it starts with each of us individually trusting ourselves and taking responsibility to meet our needs and do everything we can to take care of ourselves. And then from there, as we each take responsibility for ourselves, we are more equipped to match our forces on an international scale.


PK: I remember one boss in my life. She was very talented woman doing many extra-hours and ten different things at the same moment. I did my best to support her in corporate business projects. However after beginnign of disease I felt I am that one, whose body suffers much more due to extra-hours than hers. When I decided to leave corporation and I went to smaller company, she told me very kindly, that she understands the decision as she was aware that in case of chronic disease she is not sure if she could do this job. Could you share with us supporting words proving that you are not worse if your body is able to endure less than the healthy one in some circumstances, that this is not the reason to feel not worthy and not talented enough?

JL: Of course we worry about what other people think of us and of course we want others to approve of us and of course we have thoughts that we should be able to do more than we are, but these are just default thoughts that our brains always go to and its how our brains were created to function. It doesn’t mean that we have to investigate them or go deep and figure out why we are worried about what our boss thinks or why we feel pressured to do more. We will always have those default or factory settings in our brains. But we don’t have to believe them. We can also believe: I am enough. I deserve the best care and attention. Wanting to do something is a good enough reason to do something. Not wanting to do something is a good enough reason to not do it.


PK: This questions is above all for women, because in many cases women think they have to be ready for everyone at every moment. I think that disease should learn us to protect our personal space, right to spend some time in salience, with our own thoughts, listening to inner, creative and inspiring voice, sometimes listening to what is painful for us not only in body, but also in relationships - as the author of "This running with wolves" indicates in her amazing book. How would you advice such women to negotiate with members of family or friends, who do not understand this need?


JL: How we behave and how we act comes from what we are thinking and focusing on. What I teach my clients is that if you truly believe that you just being alive on this earth is a good enough reason to take care of you and get what you really need then it will be so much easier to ask for help, to make requests that your family allow you some time to yourself. You will plan in rest prioritize everything in your schedule that makes you feel alive. When a human truly understands that she deserves love and care and everything she desires then if what you really want is time to yourself and to take some time away from certain people or circumstances, then you will make that happen. You will rearrange your schedule and give yourself the care you need without guilt!!!


PK: Did you hear about girls who tried to show their pain through dancing? It seems to me that I heard about such initiative in USA but I would kindly support creating of such dance or different show presenting through rhythm different kind of pain felt by Undiagnosed?


JL: YES!!!! Our brains release chemicals and hormones into our bodies that cause us to feel all sorts of emotions and pain. Moving our bodies is a very important way to move those chemicals through our bodies and digest our pain and suffering. Dancing is a wonderful way to do this. I think Im going to go dance right now!!!! To sum up our interview, I wanted to wish all Polish sick and undiagnosed people to fight and keep faith in the better tomorrow. I hope redears will find some of my reflections useful. As a person who works on a daily basis with people in similar situation I can say that above all you should believe, that you deserve for much better quality of life than you used to believe. Stay strong.


PK: Thank you so much for inspiring words for us. Honestly, I took the sheet of paper with your answers today and I went for a walk to the little forest nearby to understand some of your words deep in my heart. I loved this feeling that no matter what "I should do" this is the moment, when I do what I want, without guilt". I wish you all the best.