Narodziny dziecka i okrutnej choroby

Zaktualizowano: 21 kwi 2020

Pierwsza historia młodej wojowniczki, która znajdzie się w archiwum objawów jest mi szczególnie bliska, ponieważ miałyśmy okazję poznać się osobiście na oddziale immunologii w Krakowie latem 2019 r. Potrafiłyśmy nie tylko mówić o sobie, ale też siebie nawzajem słuchać. Nadszedł czas, żeby i inni poznali opowieść o boju,

z którego skutkami stacza ona walka do dziś.

Większość osób po urodzeniu oczekiwanego dziecka spodziewa się atmosfery szczęścia i radości z nowego życia, które zrekompensują niedogodności organizacyjne jak np. zmęczenie i nieprzespane noce. W przypadku B poród przez cesarskie cięcie był punktem zapalnym serii objawów, które położyłyby na łopatki niejednego z nas. Między czwartym a szóstym tygodniem od urodzin córki B zaczęła odczuwać drętwienie od pasa w dół, niedługo potem straciła władzę w nogach. Wyobraź sobie, że nagle o poranku nie masz żadnej kontroli nad dolną partią ciała. Zrozumiesz, co mogła czuć. Pierwsi lekarze konsultujący przypadek wykonali rezonans magnetyczny. Wykazał on całkowite zajęcie rdzenia kręgosłupa piersiowego. Po miesiącu pobytu w szpitalu B została wypisana przed Świętami Bożego Narodzenia, mimo, że każdy ruch przypominał nadludzki wysiłek. Proces leczenia wymagał podania organizmowi 28-latki około trzydziestu leków neurologicznych wliczając w to najsilniejsze dawki Tramalu i Matrifenu. Chwilowa ulga w jednym wymagała jednak zapłaty dodatkowej ceny w drugim, a była nią reakcja na nadmiar medykamentów i zatrucie lekowe. Po trafieniu do jednego z szpitali onkologicznych B wycofano wszystkie dotychczasowe lekarstwa, pozostawiając jedynie Metadon (lek narkotyczny z grupy ciężkich - około 10 razy silniejszy od morfiny). Do stycznia wydawało się, że sytuacja się stabilizuje, jednak znienacka pojawił się nagły i ostry proces chudnięcia - ok. 55 kg bez stosowania diet. Uszkodzeniu uległy obydwa stawy żuchwowo-skroniowe, mięsień twarzy oraz błędnik. Chora doznała postępujących zniszczeń zębów w strukturze górnej szczęki, w przeciągu 2-3 dni ząb stawał się czarny, często asystowały temu ropnie. Po każdym jego usunięciu tworzył się suchy zębodół wymagając ponad półrocznego leczenia. Wyobraźcie sobie, jaki dyskomfort może wywołać w kobiecie seria niekontrolowanych uszkodzeń czegoś, co składa się na część atrakcyjności fizycznej. Jak gdyby coś uparło się, że słabość ciała to zbyt mało, trzeba jeszcze podwójnie okaleczyć ducha. Ból pozostałych organów objętych niezdiagnozowaną chorobą ponownie postanowił wkroczyć na scenę.


Z niezapowiedzianą gościną przybyły przenikający na wskroś strumień boleści wzdłuż kręgosłupa i ponowny paraliż w nogach. W takim stanie czasem celowo wstrzymuje się kolejny wdech, żeby odroczyć uderzenia fal bólu. Objawy drgawek jak przy padaczce atakują młodą dziewczynę i świeżą mamę od pasa w dół. Uraz rdzenia wywiera trwały destrukcyjny wpływ na mięśnie i obustronną rwę kulszową. Organizm B zaczyna przejawiać objawy silnych zaburzeń odporności, w ciągu jednego roku sześciokrotnie atakują ją zapalenia płuc, które zaczynają być chlebem powszednim. Mimo zażywania Medatonu w dalszym ciągu B dostaje jeden z najsilniejszych, przeciwbólowych środków o działaniu zbliżonym do narkotycznego. Słuchając tego, jak operuje nazwami medykamentów i znajomością ich skutków ubocznych wysnuwam hipotezę, że mało kto rozróżniłby ją od profesjonalnego farmaceuty.


- Czuję się jak "lekowa" narkomanka, która zwiedziła wybitnych specjalistów w całej Polsce i nadal nikt nie wie, co jej jest - wyznaje zwyczajnie, od serca. Wspomina, że jest dozgonnie wdzięczna za jednego oddanego neurologa i każdemu w podobnej sytuacji życzy choć jednej empatycznej, lekarskiej duszy.


Patrząc na przedsiębiorczą, pomagającą w prowadzeniu rodzinnego interesu kobietę, jednocześnie młodą matkę nikt nie odgadłby, że oprócz symptomów choroby w jej ciele wciąż pozostały echa ekstremalnego leczenia. Często widziany przez bohaterkę obraz zamazuje się nagle i chociaż bardzo chce, żeby było inaczej, ogarnia ją niemoc. Trzeźwość umysłu wychodzi otwierając drzwi otępieniu - mówią na to mimowolne spadki cukru. Widok śpiącego nocą męża i dziecka, odgłos rytmu własnych kroków przemierzanych przez napadowo powykręcane nogi - miały na to pomóc leki na Parkinsona, wydają się jednak leniwe w swojej pracy. Zmęczenie wywołuje marzenie o ciepłej fali wody pod prysznicem, tak miło rozgrzewającej chore kończyny i dającej ukojenie. Dla niej odczucie tego to abstrakcja. Miłe przeciągnięcie się po przebudzeniu z uniesieniem rąk do góry dla B jest wyciągnięciem rąk ku fali drętwienia i bólu. Mimo to dziewczyna uśmiecha się, pomaga w prowadzeniu rodzinnego interesu, nie traci wiary w to, że kiedyś wstanie po normalnie przespanej nocy, przeciągnie się bez bólu, wskoczy pod orzeźwiający prysznic rozróżniając ciepło od zimna.


Cofam się na moment w przeszłość, wychodzimy na krótką wieczorną przepustkę, próbujemy zatrzymać czas, ograniczyć go do tej chwili śmiechu - ktoś z personelu mógłby pomyśleć, że to niemożliwe, że jesteśmy chore, jeśli się śmiejemy,

a jednak...jesteśmy po prostu silne.


- Zdolność do szczerego śmiechu po takich przejściach to absolutny przykład młodej Wojowniczki. Zapomnieć o tych, którzy są na to ślepi, przyciągać widzących w szerokiej perspektywie - czuję, że to motto będzie nam towarzyszyć w nadchodzących miesiącach, a może i latach. Słucham wspomnień koleżanki z sali. Do niedawna pracowała w kontroli więziennej, szczególną uwagę zwracała na najgorszych przestępców umieszczonych w jak najmniej ludzkim rodzaju celi. Ku ironii losu niedługo potem została więźniem choroby i stopniowej utraty nadziei na specjalistę, który uwolni ją z celi.


Wybrzmiewa w mojej pamięci cytat z filmu "Skazani na Shawshank":


- "O najważniejszych sprawach trudno opowiedzieć, ponieważ słowa pomniejszają je". Nawet w chwilach milczenia nie było między nami skrępowania, jedynie zrozumienie, a zrozumienie chociaż od jednego więźnia we wspólnej celi może zadecydować o wytrwałości w oczekiwaniu na przekręcenie się klucza i komunikat "Jesteście wolne od niewiadomej. Mamy diagnozę".