Lekarz naszych marzeń

Marzysz o lekarzu, który potraktuje Cię na poważnie, wysłucha, oprócz pacjenta ujrzy człowieka? Bardzo dobrze, bo masz do tego pełne prawo. Pragnienie to szczególnie dotyka osoby, których choroba rozwija się bardzo długo zanim ujawni się w wynikach na tyle, by lekarz mógł orzec, z jaką jednostką chorobową mamy do czynienia. Znalezienie specjalisty wspierającego i leczącego mimo braku ostatecznej odpowiedzi jest jak pojawienie się kochającego rodzica, gdy już dawno straciłeś nadzieję na życie inne niż sierociniec. O niezbędnych elementach wartościowej relacji i dialogu z lekarzem porozmawialiśmy ze specjalizującą się w tematyce psycholog – Agnieszką Szewczyk, autorką strony pillsofpsychology.



Jakie kluczowe błędy popełniają Twoim zdaniem lekarze w dialogu z pacjentem?


A.Sz.: Moim zdaniem wciąż powszechny jest problem związany z tematem tabu jakim są choroby i zaburzenia psychiczne. Gdy pacjenci przyznają się swojemu lekarzowi interniście lub dentyście, że przyjmują leki psychotropowe np. stabilizatory nastroju, wtedy zapada niezręczna cisza. To bardzo niewygodne zarówno dla pacjentów, dla których samo przyznanie się jest pewnym dyskomfortem, niekiedy wymaga dużo odwagi, a także lekarza, który nie zawsze wie, jak powinien zareagować na tego typu informację w trakcie dialogu z pacjentem. Zazwyczaj pada pytanie przeczące ,,Nie leczy się Pani psychiatrycznie". A kiedy pacjent odpowiada - Leczę" to brzmi jakby udzielił złej odpowiedzi.


Na jednej z grup zagranicznych wspomniałam z humorem, że dobry, empatyczny lekarz jest dla chorego poddanego wizytom u szeregu specjalistów czymś na miarę usłyszenia „tak, kocham Cię” od osoby, którą darzysz uczuciem z wzajemnością. Spotkało się to z uznaniem kilku komentujących jako zabawne, ale bardzo adekwatne określenie. Może zatem umiesz równie dosadnie uzasadnić jak mocno ważny jest dla nas empatyczny lekarz i dlaczego?


A.Sz.: Gdy spotykamy empatycznego lekarza, który nie skupia się tylko na objawach, procesie leczenia, dawkowaniu leków, a widzi w nas człowieka i zwyczajnie pyta nas jak się czujemy, jak sobie radzimy z chorobą i w tym wszystkim z nami po prostu rozmawia - to jesteśmy mega szczęściarzami. Poczucie zrozumienia i empatyczne podejście lekarza jest na wagę złota. Empatyczny dialog może oswoić lęk pacjenta związany z chorobą, obniżyć poziom stresu, który niekiedy wywołuje sama wizyta w gabinecie lekarskim. Poza tym jest to, coś czego bardzo byśmy sobie życzyli doświadczyć tak jak usłyszeć ,,kocham Cię".


Jak lekarz powinien według Ciebie różnicować dialog w zależności od typu pacjenta? Niektórzy pacjenci wiedzą o co pytać, są komunikatywni, natomiast inni na odwrót. Wciąż mam w głowie przykład z Twojego artykułu, gdy pacjentka słysząc od lekarza o stwardnieniu rozsianym przybyła do domu z informacją, że ma grzyba w mózgu…


A.Sz.: Według mnie lekarz powinien wytłumaczyć pacjentowi, co oznacza dana diagnoza. Jakie mogą być jej konsekwencje, objawy, jak można z nimi żyć, a także w jaki sposób można łagodzić dolegliwości danej choroby. Nieważne czy pacjent pyta czy nie - warto zwyczajnie zapytać pacjenta: ,,Czy rozumie Pan/Pani co się teraz dzieje?". Pozostawienie pacjenta samemu sobie z przypuszczeniem diagnozy to największe zło, jakie może kogoś spotkać. Pacjent zaczyna poszukiwanie informacji własną rękę. Brak rzetelnej wiedzy może budzić wiele lęków i obaw związanych ze zdrowiem, a sama wizyta może być o wiele bardziej stresująca niż powinna. Dlatego tak ważna jest rozmowa z pacjentem - nawet tym, który nie zadaje pytań i sprawia wrażenie jakby nie chciał rozmawiać - być może jego lęk jest tak silny, że boi się zapytać o pewne aspekty zdrowotne związane z chorobą. Na podanym przez ze mnie przykładzie dana pacjentka na diagnozę - stwardnienie rozsiane zareagowała całkowitą dysocjacją i jedyne, co zapamiętała z wizyty u neurologa to możliwość, że ma grzyba w mózgu. To pokazuje jak bardzo silne emocje budziła w niej ta wizyta u lekarza i jak silny lęk budzi temat zdrowia pacjentki.


Psycholog – lekarz ducha, lekarz – specjalista od ciała ten podział głęboko utrwalił się w naszej pamięci. Psycholodzy potrafią słuchać o bólu i dolegliwościach ciała, więc może wysłuchanie kilku zdań o emocjach pacjenta w obliczu choroby również powinno być zrozumiałe po stronie medyka? Przytoczę dla inspiracji cytat jednego z zagranicznych lekarzy: „Nie tak dawno przyszedł do mnie starszy pacjent. Spytałem, co planował; chętnie powiedział mi o polowaniu z synem. Ale jego głos załamał się, gdy przypomniał sobie o swojej bezużyteczności w pomaganiu w wyciągnięciu łupu z lasu. Łzy zaczęły płynąć przez niewygodną minutę, potem przez pięć, i pomimo moich wysiłków, by poprawić mu nastrój na tyle, aby skupił się na rozmowie o zdrowiu na nic się one zdały. Zgodził się wrócić za tydzień, dziękując mi, że jego prawdziwe ja - teraz zdemaskowane i „trywialne” - zasługuje na czas lekarza.”


A. Sz.: To prawda ten podział psycholog - lekarz ducha, lekarz - specjalista od ciała moim zdaniem wciąż funkcjonuje. Szczególnie spotykane jest to u lekarzy starej daty, którzy byli inaczej uczeni niż młode pokolenia. Obecnie na wydziałach lekarskich są obowiązkowe zajęcia z psychologii i lekarze nawet w trakcie specjalizacji mają moduły z zakresu psychologicznych aspektów przekazywania diagnozy. Kiedyś jednak tak nie było i lekarze musieli wypracować swój sprawdzony sposób dialogu z pacjentem, nawet w sytuacjach przekazywania śmiertelnych diagnoz. Na podanym przez Ciebie przykładzie wyraźnie widać, że niekiedy na nic zdadzą się rozmowy o zdrowiu – czasami warto dać przestrzeń pacjentowi, by się otworzył i powiedział to, co czuje, z czym jest mu ciężko. Można pomyśleć – przecież to zwyczajna rozmowa, ale właśnie tego pacjenci potrzebują – wysłuchania i poczucia, że są rozumiani. To działa czasem lepiej niż niejeden lek.


Uważasz, że pacjenci mogą być inspiracją dla lekarzy? Nawiążę tu do przykładu Susannah Cahalan autorki bestsellera „Umysł w ogniu”, która walcząc o diagnozę zainspirowała oddanych szukaniu prawdy specjalistów. Kolejny przykład to neurochirurg i autor książki „Po pierwsze, nie szkodzić”, wspomina w niej m.in. pacjentów zarówno tych żywych, jak i zmarłych, których do dziś uważa za inspirację i niezłomną siłę ducha.


A.Sz.: Oczywiście uważam, że pacjenci mogą być inspiracją dla lekarzy, szczególnie pod względem ich psychiki, która ma nieoceniony wpływ na ludzkie zdrowie.Pracując w przeszłości z pewnym lekarzem onkologiem zrozumiałam, że są statystyki zachorowań i przeżywalności, które zazwyczaj się sprawdzają w kwestii danego typu nowotworu, natomiast występują pewne odstępstwa w przeżywalności, na którą wpływa kondycja psychiczna pacjenta. Lekarz ten powiedział mi pewną rzecz,,Mam pacjenta z nieoperacyjnym nowotworem mózgu, konsultowałem się z wieloma specjalistami z całego świata, byliśmy wszyscy zgodni, że pacjentowi zostało góra 2, 3 miesiące życia w chwili diagnozy. Pacjent ten przez 4 lata odwiedzał mnie regularnie w gabinecie lekarskim na wizytach kontrolnych i nigdy nie widziałem kogoś, kto tak bardzo chciał żyć". Ten przypadek pacjenta, który był śmiertelnie chory, a system opieki medycznej w pewnym momencie był bezradny na jego chorobę,natomiast jego psychika walczyła o to, by żył. Chciał żyć i cieszył się z każdego dnia. Myślę, że ten pacjent i wielu innych może inspirować lekarzy do walki o ludzkie życie.


Młodzi lekarze, obecni rezydenci. Co poradziłabyś im jako inspirację do tego, żeby zawód lekarza traktowali nie lub NIE TYLKO jako drogę do prestiżu, ale przede wszystkim jako szkołę przyjmowania szerokiej perspektywy. W końcu oprócz szukania podręcznikowych objawów dialog z pacjentem jest również ważny w dociekaniu, z jaką chorobą ma się do czynienia.


A.Sz.: Na pewno poradziłabym im żeby do każdego pacjenta podchodzili indywidualnie, bo niekiedy pewne objawy mogą maskować inne, a także, by doceniali znaczenie psychiki w procesie choroby. Ich droga do kariery i prestiżu nie jest łatwa, ale jeśli w pacjencie będą widzieć człowieka, który potrzebuje pomocy i zasługuje na wysłuchanie i zrozumienie to sukces prędzej czy później przyjdzie sam. Środowisko pacjentów przekazuje sobie z polecenia namiary do zaufanych lekarzy - to działa jak poczta pantoflowa, ale jest skuteczna.


Nie masz wrażenia, że w otoczeniu nastąpiła nieumiejętność i niechęć słuchania? To oczywiste, że powinniśmy chronić swoje granice, nie być niebieską linią, przy której ktoś będzie mówił nam o tym samym problemie 24 godziny na dobę. Ale jeżeli jakaś osoba potrzebuje opowiedzieć o swoim dyskomforcie i codziennej walce krótko przy kawie, może wystarczy wysłuchać i docenić?


A.Sz.: Zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Powiem nawet, że niekiedy można zauważyć pewne znieczulenie wśród ludzi i niechęć do wysłuchania o czyimś problemie. Może to wynika z tego, że żyjemy w biegu, nastawieni jesteśmy bardzo często na karierę, osiąganie wysokich zarobków i postrzegamy nawet taką rozmowę przy kawie w kategorii tego czy to się nam opłaca, co z tego będziemy mieć. Słabości, problemy są niemile widziane w drodze do szczytu kariery, często liczy się prestiż niż zwykłe człowieczeństwo. Mam wrażenie że ludzie często nie chcą słuchać. Po pierwsze są skupieni na sobie, a po drugie często nie wiedzą jak zareagować na to, co mogą usłyszeć od osoby, która potrzebuje rozmowy. Zapominają o tym, że tak naprawdę wystarczy wysłuchać i być przy drugim człowieku, który potrzebuje wsparcia i nic więcej. Nikt nie oczekuje magicznych działań tylko zwykłej rozmowy i poświęconego czasu. To tylko tyle i aż tyle.


W każdy zawód wkrada się rutyna. Myślę, że słuchanie przez wiele lat o objawach chorobowych w gabinecie również może wprowadzić monotonię w rzeczywistość lekarza. Dlatego sądzę, że fajnym kierunkiem działań jest twórczość pacjentów. Poszłabyś jako lekarz na inspirujące show, gdzie pacjenci o różnych talentach wyrażają swoją walkę z chorobą? Ja bym poszła.


A.Sz.: Nie wiem dlaczego, ale od razu na słowo show, na które wybiera się lekarz mam wizualizację w głowie terapii grupowej, szczególnie psychodynamicznej. Myślę, że terapie grupowe, szczególnie osób zmagających się z przewlekłymi chorobami, a takimi przecież są choroby psychiczne to miejsce, gdzie proces twórczy chociażby arterapia czy muzykoterapia mają działanie lecznice. Uważam, że tego typu terapia i reakcje uczestników na proces terapeutyczny niekiedy można porównać do show i tam nie brakuje wrażeń więc rutyna się nie wkradnie :)


Może na koniec jakieś dobre słowo dla lekarzy, którzy przestali wierzyć, że istnieją pacjenci mili, a pozostali tylko Ci roszczeniowi i wdzięczni przez chwile? Co ja mówię, nie tylko dla lekarzy, dla wszystkich, którzy czują się zdemotywowani wspieraniem innych bez żadnego „Dziękuję”. Wystarczy spojrzeć na posty na grupach w social mediach poświęconych psychologii, żeby zobaczyć ile osób czuje się tym przytłoczonych


A.Sz.: Zarówno dla lekarzy jak i pacjentów chciałabym powiedzieć: starajmy się odnosić z szacunkiem do drugiej osoby, pamiętajmy, że pod przykryciem maskowanego uśmiechu może kryć się wiele trudnych emocji. Każdy z nas ma lepszy i gorszy dzień, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy ma swoje problemy, ale jeśli poświęćmy czas na rozmowę z drugim człowiekiem, okażemy empatię i zrozumienie to dzięki temu ta osoba może poczuć się lepiej. Nie ważne czy to pacjent czy lekarz – te role wbrew pozorom czasami się odwracają. Empatia Okazanie empatii i zrozumienia nic nie kosztuje, a może zdziałać naprawdę wiele.