Herosi i geniusze bez diagnozy

Jeśli wydaje Wam się, że życie z nieznaną chorobą to porażka, polecam odświeżyć sobie historię i poznać Niezdiagnozowanych, których nazwiska i dzieła mimo cierpienia wyjaśnionego dopiero kilka wieków później stały się nieśmiertelne.


MICHAŁ ANIOŁ - nieznana choroba paraliżowała mu dłonie, malował siłą ducha


Artysta Michelangelo Buonarroti, twórca genialnych rzeźb i projektów architektonicznych na przestrzeni XV i XVI w. prawdopodobnie nieświadomie cierpiał na przewlekłe zapalenie stawów. Ostatnia diagnoza pochodzi od grupy badaczy medycznych, którzy analizowali portrety mistrza renesansu z różnych momentów jego życia. W przeciwieństwie do wczesnych obrazów, portrety ukończone przez twórcę w przedziale wieku od 60 do 65 lat, przedstawiają jego lewą rękę bezwładną i zdeformowaną - uznano to za objaw choroby zwyrodnienia stawów. Poszlaki wpływu choroby na życie geniusza odnaleziono również w zapiskach jego prywatnej korespondencji, w której uskarża się na „dnę” i zauważa, że ​​nie jest w stanie odpowiedzieć na list „ponieważ jego ręka odmówiła pisania”. Stan Michała Anioła mógł przez dziesięciolecia ulec pogorszeniu w wyniku dłutowania i malowania potrzebnego do stworzenia takich arcydzieł, jak Pieta, Dawid i sufit Kaplicy Sykstyńskiej, ale naukowcy zauważają również, że jego zaangażowanie w ciężką pracę mogło mu pomóc w dalszym użytkowaniu rąk do późnych lat życia.


Juliusz Cezar —pomiędzy epilepsją a mini-wylewami


Dowody na to, że słynny rzymski wódz i polityk cierpiał na zły stan zdrowia, znajdują się w pismach kilku starożytnych historyków. Kronikarz Plutarch opisuje Cezara jako dotkniętego „głosami w głowie” i zauważa, że ​​kiedyś wpadł w atak, w którym „jego ciało drżało, a niektóre dokumenty, które trzymał, wypadły mu z rąk”. Tymczasem Swetoniusz wspomina, że dyktator był dotknięty podobną chorobą podczas dwóch różnych wypraw wojennych. Zarówno Plutarch, jak i Swetoniusz sugerują, że objawy polityka były spowodowane padaczką, przewlekłą chorobą neurologiczną dobrze znaną starożytnym. Rzymianie nazywali tę chorobę różnorakimi terminami, w szczególności „morbus caducus” („wielka niemoc”). Powszechnie wierzono, że ataki są powiązane z obcowaniem z bogami. Podczas gdy objawy Cezara - zawroty głowy, depresja, drgawki - były tradycyjnie przypisywane epilepsji, najnowsze badania z 2015 r. dowodzą, że mógł on cierpieć z powodu szeregu przejściowych ataków niedokrwiennych lub mini-udarów.


Król i JEDNAK NIE SZALENIEC

Jerzy III rządził Wielką Brytanią przez ponad pół wieku i dowodził rewolucją amerykańską oraz siedmioletnią wojną w latach 1756 – 1763. Mniej znany na kartach historii pozostaje fakt, że przez całe życie cierpiał również na nawracające ataki szaleństwa, które sprawiały, że był obezwładniony, a czasami uwięziony w kaftanie bezpieczeństwa. W latach sześćdziesiątych badacze przeczesali dokumentację medyczną króla i doszli do wniosku, że mógł cierpieć na porfirię, chorobę genetyczną wywołującą zaburzenia przepływu hemoglobiny we krwi oraz dolegliwości takie jak: ból brzucha i mięśni, lęk, omamy i przebarwiony mocz. Dokładnie takie objawy były obserwowane u "Szalonego Króla". Porfiria stała się odtąd najpopularniejszym wyjaśnieniem obłędu posiadacza korony, ale w ostatnich latach teoria ta została skrytykowana przez uczonych, którzy twierdzą, że zaburzenie dwubiegunowe lub inna choroba psychiczna jest bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem. Tymczasem analiza próbek włosów z 2005 r. wykazała, że ​​nawet jeśli król Jerzy cierpiał na porfirię, jego objawy najprawdopodobniej zostały zaostrzone przez zatrucie arszenikiem w wyniku leków przepisanych przez lekarza.

Heros i czarownica w jednym a może po prostu Niezdiagnozowana?


Harriet Tubman - afroamerykańska abolicjonistka, zbiegła niewolnica, zwiadowca w armii Unii podczas wojny secesyjnej. Przypisuje się jej zasługi uwolnienia ponad 750 więzionych, odbitych w wyniku zbrojnego rajdu. Z narażeniem życia i własnej wolności odbyła 19 misji wracając do niewolniczego stanu Maryland w celu wyzwolenia z niewolnictwa kolejnych 300 osób. Trudno uwierzyć, że tak silna osobowość mogła zmagać się z przewlekłym schorzeniem paraliżującym jej siły. Jak się okazuje jest to jednak prawda, a imię winowajcy to narkolepsja. Dolegliwość prawdopodobnie wynikała z incydentu w dzieciństwie na plantacji w Maryland, kiedy to nadzorca rzucił ciężarem ołowiu na innego niewolnika i zamiast tego uderzył w głowę Harriet, rozbijając jej czaszkę. Przez resztę życia odczuwała bóle głowy, napady drgawek i wykazywała również objawy narkolepsji, choroby mózgu, która może powodować szybkie i nieuniknione ataki snu. Wokół kobiety mnożyły się legendy posiadania przez nią paranormalnych zdolności przejawiających się w transach, czy rzucaniu zaklęć. Według relacji świadków Tubman potrafiła zapaść w sen podczas rozmowy, następnie przebudzić się i bez problemu kontynuować wątek rozmowy. Chociaż jej objawy sugerują, że prawdopodobnie miała narkolepsję, niektórzy sugerują, że cierpiała na katapleksję, stan, który powoduje nagłe osłabienie  i paraliż mięśni.


Niezdiagnozowana choroba i odizolowanie zrodziły mistrza pióra


XVIII-wieczny autor Samuel Johnson jest znany z pisania dowcipnych esejów i opracowania jednego z pierwszych kompleksowych słowników w języku angielskim, ale wielu badaczy medycznych uważa go również za wczesne studium przypadku zespołu Tourette'a. Przez całe życie znajomi pisarza obserwowali u niego mimowolne tiki werbalne i fizyczne charakterystyczne dla zaburzeń neurologicznych, w tym powtarzające się potrząsanie głową i pocieranie lewego kolana dłonią. „Z jego ust dało się słyszeć szereg niekontrolowanych dźwięków” - pisał jego przyjaciel i biograf James Boswell - „czasami gwizdał, czasem sprawiał, że jego język uciekał z kącika ust do tyłu, przypominał wtedy gdakającą kurę…” Johnson był również znany z zachowań kompulsywnych, takich jak liczenie kroków i dotykanie wybranego rodzaju obiektów, które mijał na ulicy. Pomimo tego, że był jednym z najbardziej utalentowanych i szanowanych autorów swojej epoki, jego objawy przysparzały mu niekiedy bycia obiektem wyśmiania w przestrzeni publicznej. Jeden z przyjaciół napisał, że gdy był świadkiem gestów Johnsona idącego londyńską ulicą, grupa „mężczyzn, kobiet i dzieci zgromadziła się wokół niego urządzając sobie rozrywkowe pośmiewisko”. Jak jednak historia pokazuje ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. W końcu nie piszemy 300 lat później o ulicznej większości, tylko o tym, który mimo choroby pozostawił po sobie pamiętne dzieła.


Jane Austen - mimo choroby i braku diagnozy wciąż nieśmiertelna

W 1816 r. autorka takich powieści, jak „Rozważna i Romantyczna” i „Duma i uprzedzenie”, których ekranizacje ponad dwa wieki później zapisały się w archiwum Hollywood, cierpiała na wiele tajemniczych dolegliwości, w tym: wyczerpanie, ból pleców, przebarwienia skóry, napady kolki żółciowej i przewlekłą gorączkę. Zaledwie rok później zmarła w wieku 41 lat. Od tamtej pory wiele spekulacji poświęcono chorobie Jane Austen, przy czym najczęstszą diagnozą była choroba Addisona oraz wadliwe działanie nadnerczy, które nie było znane w medycynie do kilku lat po jej śmierci. Chociaż zaburzenie postępuje powoli, to w późnych stadiach daje o sobie znać w postaci zmian koloru skóry, co może wyjaśniać zapiski Jane o szeregu niewłaściwych barw, jakie przybierała jej cera. Inni uczeni utrzymują, że objawy powieściopisarki wydawały się zbyt sporadyczne, aby być chorobą Addisona, i zamiast tego twierdzą, że mogła cierpieć na gruźlicę, chłoniaka, a nawet zatrucie arszenikiem.


Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że możemy być dla innych inspiracją?