Droga bez końca? „Niezwyczajna” historia

Nie muszę się tłumaczyć i nie muszę przepraszać. Nie podpisywałam umowy o nakazie chowania prawdy pod dywan. Chcę być wolna od masek, bo chyba już za dużo ich wokół nas – wyznaje twórcza, niezdiagnozowana blogerka i matka czwórki dzieci tocząca batalię z nieznaną chorobą. Nazywa siebie Zwyczajnie Niezwyczajną i dokładnie taka jest. Wpisy na blogu można pomylić ze scenariuszem odcinków wciągającego serialu. Szkoda tylko, że jego główna bohaterka nie jest aktorką i wszystkie bolesne zwroty akcji rozgrywają się naprawdę - tu i teraz.


Odcinek 1 – Powrót do przeszłości


„26 lipca – to wyjątkowa data, jednoczesne imieniny mojej mamy i urodzinki synka. Pamiętam ten dzień jako początek mojej drogi do wyjaśnienia tajemnicy, którą zgłębiam do dziś. Ucałowałam swojego śpiącego synka, uścisnęłam mamę i wyruszyłam w podróż do centrum onkologii. Gorączkowałam i drastycznie chudłam, nikt nie wiedział, co mi jest. Nie pozostało mi nic innego, jak zaufać losowi i zawalczyć o wizytę w szpitalu”. To te kilkanaście pierwszych sekund, gdy po raz pierwszy główny bohater zdradza Ci część, tego kim jest i swojej historii. Widzisz młodą, bardzo szczupłą kobietę o jasnej karnacji i słowiańskiej urodzie. Wiesz, że ma rodzinę i tamtego dnia powitała czarny charakter fabuły – chorobę. Stajesz się częścią jej wspomnień, towarzyszysz jej w podróży, wyczerpaniu i zniecierpliwieniu. Wyczekujesz tego, jakie nowiny wraz z rozwojem akcji będą słyszeć najbliżsi tej magnetycznej kobiecej postaci o drobnej sylwetce, ale silnej osobowości. Kilkugodzinne oczekiwanie na rozmowę z lekarzem miało przynieść ulgę, może zaradzi co zrobić, by zahamować postęp objawów. Widzowie wstrzymują oddech, zapada pełna napięcia w powietrzu cisza. –„Takie objawy to chłoniak lub białaczka. Proszę iść jak najszybciej do szpitala”- orzeka specjalista. W tle rozlega się dźwięk potęgujący grozę i bezradność. Ale jak to? – echo słów głównej bohaterki mnoży się w umysłach widzów. Koniec odcinka 1. Ciąg dalszy nastąpi…


Odcinek 2 – Chora? To znów żart?

Miłość silniejsza od niepewności


Nadzwyczajne zwroty akcji, które dało się zasmakować w pierwszym odcinku to dopiero rozgrzewka. Diagnoza białaczki okazała się mylna, fani serialu odetchnęli z ulgą. Wszystko będzie dobrze, to tylko chwilowy „dreszczyk emocji”. Ona odzyskała nadzieję na pozytywne zakończenie – tymczasowa choroba pewnie będzie o wiele lżejsza i uleczalna. Chyba tak w życiu już jest. Ciężkie doznania obniżają nasz pułap wymagań. Kiedy sięgniesz stanu granic przerażenia, najmniejszy krok odbijający od dna jest okazją do świętowania. Nawet wizyty w szpitalach i badania zdawały się mniej dotkliwe, wycieczka po wynik kontrolnego USG węzłów przypominała szybki spacer. Wyjść, załatwić, wrócić – nic prostszego, tyle, że wróg atakuje najczęściej w najmniej spodziewanym momencie. „Niezwyczajna” nieśmiało puka do drzwi prosząc o wynik badania. W kilka sekund później oczy dziewczyny zastygają w niemym przerażeniu. Ciało wydaje się zesztywniałe, pełne drętwoty, przejmujący uścisk na wysokości krtani zakleszcza próbujące się przedrzeć przez gardło słowa. Ktoś na nią krzyczy kierując ku scenie oczy wszystkich wypełniających poczekalnię pacjentów. „Myśli Pani, że ot tak wydam wynik?! Jest Pani chora!!! Natychmiast wymaga to konsultacji z innym onkologiem z oddziału. Proszę wrócić za dwie godziny”. Choć pamięta to przez mgłę, niektóre odczucia nigdy nie zostaną wymazane - nogi jak z waty, z drugiej strony narasta gniew. Czy warto mu wierzyć? A co jeśli znów wszystko się powtórzy. Miłość – ta dobra, nie toksyczna to wolność od osaczenia w samotni mrocznych podszeptów swojej wyobraźni. „Niezwyczajna” tuli się w ramiona męża, on troskliwie otacza ją ramieniem. Przez łzy daje się słyszeć śmiech. –„Musimy Ci kupić nowe spodnie, te robotnicze wyglądają bardziej dramatycznie niż moja scena w gabinecie” – bohaterka obdarowuje swojego męża ciepłym spojrzeniem i poczuciem humoru niosącym oddech wolności od smutku. Klucz to odwrócić myśli choć na chwilę, cieszyć się normalnością choćby to miały być ostatnie dwie godziny przed usłyszeniem drastycznej diagnozy, tym razem prawdziwej. Najtrudniejszy był powrót z beztroskich zakupów. Przekraczając gabinet po raz kolejny, oboje wstrzymali oddech.

-„Na ten moment nic wymagającego pilnej interwencji nie wyszło w USG. Sugeruję jednak obserwację i wykonanie biopsji. Istnieje ryzyko, że coś rozwinie się w niedługim czasie w okolicy obrzęku i będziemy zmuszeni monitorować sytuację.” – jeden onkolog zaprzeczał drugiemu. Zaczęła zmieniać zdanie. Niepewność jest najgorsza. Nie wiedziała za kogo ma się uważać, za zdrową, czy za chorą. Nauczyła się nie owijać w bawełnę. „Dlaczego dwie godziny temu nazwaliście mnie chorą, jeśli wynik nie wskazuje na nic, co wymaga interwencji? Dlaczego bada mnie pięciu onkologów, a każdy wydaje się mieć odmienną interpretację? Czas wyłożyć kawę na ławę.


– „Bo jest Pani chora, tylko nie wiemy, jaka dokładnie choroba atakuje Pani ciało”. Opuszczają pokój wizyt, trzask drzwi jest nad wyraz drażniący. One zostały zamknięte, ale nie droga pełna niewiadomych. Koniec odcinka 2

Odcinek nr 3 - Karuzela bez granic


Otacza ją złowroga aura, choć nie wie skąd. Oczekując wizyty nowego gościa, nie może znaleźć sobie miejsca. Nieustanny głos podważający jej prawo do nazywania siebie chorą nie cichnie. Jest częścią świata myśli odzwierciedlającego głosy zasłyszane w otoczeniu. Ujęcie kamery przenosi nas do sali szpitalnej. Jakaś młoda twarz przeprowadza wnikliwy wywiad z naszą pełną dobrej energii ponad wszystko bohaterką. Choć jest słaba, jaśnieje wewnętrznym urokiem. W trakcie pobytu na hospitalizacji młoda psycholog bada, czy pacjentka jest psychicznie gotowa na rozpoznanie choroby nowotworowej, mimo że nadal jakiejkolwiek diagnozy brak. Węzły pozostają znacząco powiększone, gorączka ma się świetnie, przesłanek do konkretnego leczenia brak. Szkoda, że specjalistka nie zbadała, jak rozmówczyni znosi wieczną karuzelę uczuć. Dzieje się coś, nie dzieje się nic, dzieje się coś, nie dzieje się nic – koło nie przestaje się kręcić, każdemu zrobiłoby się od tego niedobrze. Garstka specjalistów drąży nadal decydując o badaniach jak: trepanobiopsja i rezonans miednicy. Zapada decyzja o potrzebie operacji, asystuje jej rozpierający ból podbrzusza i cisza przed kolejną burzą. Jeden ze specjalistów przy badaniu kontrolnym identyfikuje niepokojącą zmianę w jamie nosowo-gardłowej. Nie zdążyła nawet poukładać myśli pomiędzy gabinetem pierwszego badania a łóżkiem, a już musi oczekiwać w gotowości na kolejne wezwanie. Żołnierz na warcie, czy zdezorientowany pacjent – kim w końcu jestem? Zadaje sobie w myśli to pytanie, mimowolnie poddaje się jednak biegowi rzeczy.


Czy happy end jest możliwy? To zależy od nas


Boisz się przegrać w bólu, pozwól przepływać adrenalinie. Chcę dotrzeć do mety. Znokautuję cię dzisiaj” – echo słów jednej z piosenek hiszpańskiego twórcy - Playa Limbo idealnie oddaje polską rzeczywistość diagnostyczną.„Niezwyczajna” śpiewa je w swojej duszy z dedykacją dla karuzeli, która nie ma końca, dla własnego bólu, dla głosu sceptyka podważającego istnienie problemu w otoczeniu i we własnej głowie. A może śpiewamy ten fragment w duszy wszyscy każdego dnia, będącego jakimś odcinkiem naszej drogi. Napędza nas walka z wizją bycia przegranym w bólu, a do tego przegranym przypadkiem w oczach lekarzy wystawionym na podejrzliwość i sceptycyzm głodnych osądów ludzi. Nagle zaczyna się coś niezwyczajnego, rewolucja nie dzieje się tylko na ulicach, ale też wśród nas. Coraz więcej chorych wychodzi spod ciepłego koca i otwiera się na dar słowa. Piszą, tworzą, mówią, zacieśniają więzy wzajemnego wsparcia -odwaga, twórczość i wzajemny szacunek, to właśnie tym znokautujemy przeciwnika.