Diagnoza: za stara na seks. Walka o godną diagnostykę.

Spoglądam na jeden z postów na naszej grupie na facebooku. Komunikat wydaje mi się nadzwyczaj znajomy. „Mam dość czekania. Może dam sobie z tym wszystkim spokój i po prostu zaakceptuję gorszą jakość życia”. Myśl znana. Co jakiś czas powraca. Za każdym razem coś inspiruje mnie, by być silniejszą od niej. Tym razem to historie kobiet, które usłyszały najbardziej szalone diagnozy u ginekologa.




Ostatnia sobota przyniosła mi okazję, by spędzić czas z kobietami, które musiały zmierzyć się z ogromem niezrozumienia przy swoich dolegliwościach – poważnych i przewlekłych chorobach sromu. Nie jestem dotknięta tym samym rodzajem chorób, co one. Dołączam do spotkania jako gość spoza grupy zaproszony przez inicjatorkę wydarzenia - Beatę Pilarek. Atmosfera jest kameralna i jednocześnie swobodna. Siedzimy wokół podłużnego stołu, sączymy kawę lub herbatę. Z ciekawością spoglądamy na siebie i słuchamy historii prowadzącej. Nie mam wiedzy o wyzwaniach, z którymi zmagają się uczestniczki. Dlatego zamieniam się we wnikliwego słuchacza. Poszukiwanie diagnozy to jeden z tematów, w którym wszystkie panie się świetnie rozumieją.


- „Specjalista przekazywał mnie innemu specjaliście. Nie wiedziałam, na czym stoję, a objawy jak świąd i nieziemski ból rosły w siłę”. – zwierza się jedna z przybyłych na spotkanie.


- „Spałam w rękawiczkach, ta wersja z jednym palcem. Chciałam odizolować paznokcie od skóry, gdy śpię. Czemu? Swędzenie było na tyle intensywne, że najczęściej budziłam się rozdrapana do krwi”. – wyznanie kolejnej rozmówczyni zachęca do szczerości pozostałe.


- „Załatwianie podstawowych potrzeb sprawiało mi taki ból, że zaciskałam zęby na pasku skórzanym w trakcie, żeby sobie ulżyć”.


Można by spisać całą listę przeżyć, o których samo czytanie wywołuje gęsią skórkę. One musiały z tym żyć wiele lat bez żadnego wsparcia. Znienacka dołącza do nas trzydziestoparoletnia, krótkowłosa blondynka z bukietem kwiatów dla osoby, która jej ogromnie pomogła – prowadzącej spotkanie i założycielki organizacji walczącej o prawa do kobiecości w okaleczających chorobach sromu. Nowa uczestniczka wspomina bez żadnych barier, jak boleśnie zniosła brak możliwości współżycia z mężczyzną, którego kocha przez równe dwa lata. Ból stanął im na drodze do pełni bliskości. Jak już mowa o satysfakcji seksualnej dojrzała, pełna pozytywnej energii kobieta dzieli się wspomnieniem upokarzającego komunikatu. Jest odrobinę nieśmiała, ale przełamuje lęk.


- „Za stara na współżycie”. Takie stanowisko przedstawił jej specjalista na jednej z pierwszych wizyt. Zasugerował, że objawy to skutek uboczny seksu w dojrzałym wieku. Z ust reszty kobiet daje się usłyszeć opór i bunt. Prawo do satysfakcji seksualnej nie ma terminu ważności. Kobiecość nie jest produktem z etykietką: „należy skonsumować przed…”. Do głosu dochodzi pewna siebie i przebojowa rozmówczyni. Wyglądem i aparycją przypomina atrakcyjną kobietę sukcesu na stanowisku kierowniczym. Kieruje do nas wszystkich słowa wiary w siebie samego i tego, że troska o zdrowie jest najważniejsza. Sama chociaż posiada rodzinę, wyjaśnia, że nigdy nie mamy gwarancji, że bliscy będą zawsze przy nas. Mamy jednak pewność, że będziemy zawsze same ze sobą. To wystarczający argument, by ufać swojej intuicji. Jeśli czujemy, że coś jest ewidentnie nie tak, to jest i kropka. To właśnie wiara w swoje odczucia, co do swojego stanu stała się motywem, który doprowadził grupę siedzących przede mną kobiet do jednej z najlepszych profesor w dziedzinie ginekologii, która ostatecznie zdiagnozowała ich dolegliwości. Uprzedzę tutaj ewentualne zastrzeżenia o rozróżnieniu pomiędzy szóstym zmysłem a hipochondrią. Kobiety, które poznałam na spotkaniu w kryzysowej chwili niewiedzy o źródle swoich dolegliwości, odwiedziły lub rozważały wizytę u psychologa, czy psychiatry. Trudno w którejkolwiek z nich dopatrzeć się przesadzania w odczuwaniu objawów i mówienia o nich. Wręcz przeciwnie. Bardzo często to dopiero ekstremalne cierpienie dodało im odwagę, by się do niego przyznać. W większości przypadków nie dopatrzono się tła psychosomatycznego ani neurologiczne. Z czasem potwierdzono choroby, jak liszaj lub nowotwór sromu.


Sukcesem siedzących przede mną kobiet to fakt, że trafiły do wzajemnej grupy wsparcia, zechciały jej szukać i ją współtworzyć. Niewątpliwie pokonały liczne momenty zwątpienia w wiarygodność własnych symptomów, poczucia winy, braku respektu i zrozumienia w otoczeniu. Gdyby poddały się myśleniu, że należy przestać szukać wyjścia i ulgi, to niektóre z nich przez nowotwór złośliwy mogło, by już nie żyć. Nieleczony liszaj również może mieć poważne skutki, stąd walka o tempo diagnostyki jest kluczowa. Nie ważne, jaka dolegliwość Cię trapi. Pamiętaj, że to Ty i tylko wyłącznie Ty decydujesz, czy dasz sobie wmówić, że należy zaprzestać walki o silniejszą i szczęśliwszą ciebie. Niekiedy ciężko jest wytrwać w walce o swoje dobro, zwłaszcza gdy jej potrzebę neguje wiele środowisk, czy osób wokół ciebie. Kluczem jest jednak dobra opozycja, grupa, która wesprze cię w chwili przeciążenia zwątpieniem i poczuciem braku wyjścia. Jeśli czujesz, że przerasta cię samotne zmaganie się z codziennością i objawami, dołącz do nas. Jesteśmy otwarci i chętni do wzajemnego wsparcia, co więcej rośniemy w siłę!