Biblioterapia w obliczu choroby - wywiad o książkach, które niosą zrozumienie

Aktualizacja: 5 cze 2020

Obserwując postawy na grupach współpracy blogerów w mediach społecznościowych dostrzegłam, jak wiele sensownych treści pozostaje niezauważonych. Postanowiłam przyjąć postawę mniejszości i zatrzymać się przy postach z poleceniem wartościowego artykułu, nawet jeśli nie zatrzymał się przy nich nikt inny.

Tak poznałam Panią Justynę Gul - dziennikarkę, terapeutkę, byłego wykładowcę ekonomii i redaktora OnetBiznes, a także założycielkę strony www.qulturaslowa.pl. Od zawsze lubiłam przeglądać w księgarniach streszczenia powieści na okładkach literackich pozycji. Zazwyczaj był to pierwszy punkt moich sobotnich zakupów. Dziś w dobie pandemii trudniej o bezstresowe zwiedzanie książkowych labiryntów. Strona Pani Justyny jest idealnym wirtualnym miejscem, gdzie możemy przechadzać się do woli, szukając powieści, przy której poczujemy to, co czuje się przy miłości od pierwszego wejrzenia.

"Tak, właśnie znalazłem tę jedyną dla siebie i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości."

- Pani Justyno, jest mi bardzo miło, że zgodziła się Pani na rozmowę. Chciałabym, żeby czytelnicy mieli poczucie, że to ciekawa dyskusja przy niedzielnej kawie. Rozpocznijmy zatem wyprawę poszukiwawczą ku bohaterom i historiom, które dają motywację do walki, gdy jest nam źle, czujemy się niezrozumiani i samotni w swoim położeniu. Dokładnie tak, jak czują się osoby chore i tracące nadzieję, że kiedyś usłyszą diagnozą, co tak naprawdę im jest...Pierwszy tytuł lub postać, która pojawia się w Pani myśli w tym kontekście to?

J.G.: Pierwsze skojarzenie, to postać Rafała Wojaczka, który wszedł do legendy polskiej poezji jako jeden z poetów wyklętych. Z jednej strony był wybitnym twórcą, z drugiej strony skandalistą dążącym do samozagłady. Z jednej strony błyskotliwy student, z drugiej awanturnik wdający się w bójki i przechodzący przez silne stany depresyjne. Polecam również lekturę książki „Blaski i cienie życia schizofrenika” Sławomira Radomskiego. Choć to biografia pełna traumatycznych wydarzeń, to jednak nie jest to książka o chorobie, ale o życiu pomimo tej choroby. Wiem, że miałam podać tylko jedną osobę, książkę, ale nie mogę pominąć tu również osoby, której tragedia dotknęła mnie niejako bezpośrednio. Mowa tu o Krystianie Głuszko, z którym miałam okazję przeprowadzać wywiad, a później przez długi czas utrzymywaliśmy kontakt. Powiedział mi wówczas „Znam tylko swój własny świat, na który patrzę zza szyby spektrum autyzmu”.

- Sprawdzian, kto jest naszym prawdziwym bliskim w obliczu trudności, a kto nie. Jakie książki mogą dać nam wskazówkę, jakie postawy są pseudo wsparciem, a jakie prawdziwym?

J.G.: Wsparcie dają te książki, które pokazują w jaki sposób bohater walczy z przeciwnościami losu. Książki w rodzaju „Osobistego przewodnika po depresji” Tomasza Jastruna, „Byłam po drugiej stronie lustra” Arnhild Lauveng czy nawet poradniki, takie jak „Życie pod psem, który wabi się depresja” , napisane przez Matthew i Ainsley Johnstone. Z poradnikami jednak sprawa jest dość problematyczna, bowiem nie wszystkie napisane są rzetelnie, często sprowadzają się one do rad, „Jak w 10 minut pozbyć się choroby”. Dlatego warto zwracać uwagę, kto jest autorem takiego poradnika i jakie ma doświadczenie w danym temacie.

- Powieści z wątkiem ludzi, którzy z pasją pomagają innym, czy może Pani takowe polecić i zarysować fabułę w sposób zabierający czytelników w ich rzeczywistość? Szczerze przyznam, że żyjemy w czasach dominującego materializmu, na półkach w księgarni mnóstwo pozycji o karierowiczach, podobieństw do 50 Twarzy Greya. Gdzie w tym wszystkim zagubiły się powieści w klimacie Nicolasa Sparksa takie, w których to pasja i wspólne przejścia rodzą miłość.

J.G.: Są, tylko w gąszczu innych publikacji trudno do nich dotrzeć. Choć właściwie wielbicielom Johna Greena – nie tylko tym nastoletnim - na pewno na myśl od razu przyjdzie „Gwiazd naszych wina”. Również „Zac&Mia” autorstwa A.J.Betts jest godna polecenia, mimo iż wciąż pozostajemy w „młodzieżowych klimatach”. Szczególnie piękna jest powieść „To, co nam zostaje” Sally Hepworth o mierzeniu się z nieuleczalną chorobą i świadomością końca, a także o miłości. Polecić mogę też „Motyla” Lisy Genova.

- Magdalena Kordel - autorka powieści o ludziach pokiereszowanych przez los. Przykładowa pozycja: "Anioł do wynajęcia" - bezdomna, ciężarna młoda dziewczyna, która przez niezawinione życiowe tragedie znajduje się bez dachu nad głową. Dzięki odwadze czynienia dobra przez przypadkowo spotkaną właścicielkę kwiaciarni zyskuje drugie życie. Kolejna zbliżona fabuła to powracająca w rodzinne strony z poczuciem zagubienia i utraconych marzeń cukierniczka w powieści "Serce z Piernika", na którą za zakrętem czeka szczęśliwy przełom. Czy może Pani polecić autorki tworzące historie w podobnej aurze i pokrótce opisać fabułę najbardziej polecanych pozycji?

J.G.: Z pewnością mogę polecić wszystkie powieści Magdaleny Zimniak, która pod płaszczykiem fabuły ukrywa naprawdę dramatyczne historie i traumatyczne wspomnienia. Warto sięgnąć również po książkę „List” Anny Karpińskiej, opowiadającą o Małgorzacie, szczęśliwej żonie i matce, odnoszącej sukcesy pisarce. Tak przynajmniej jest postrzegana, choć pozory mylą. Małżeństwo nie należy do udanych, a ona nosi w sobie brzemię dramatycznej decyzji z przeszłości, która determinuje jej obecne życie. Kiedy wydaje się, że nigdy nie podniesie się, dostaje list, który zmieni wszystko. Warto zajrzeć również do „Pracowni dobrych myśli” Magdaleny Witkiewicz. To niezwykle klimatyczna i ciepła opowieść o kwiaciarni, w której odwiedziny leczą duszę. Mogę polecić również książki Romy J. Fiszer, wliczając w to ostatnią, którą czytałam, czyli ”Kurs na miłość”. Interesującą pozycją jest „Bóg zjawia się incognito ”Laurent Gounelle, i to nie tylko dla osób wierzących. To opowieść o mieszkającym w Paryżu Alanie, który od zawsze jest nieszczęśliwy. Kiedy szykuje się do samobójczego skoku, obok niego zjawia się tajemniczy mężczyzna, który oferuje mu pomoc pod warunkiem, że na początku wykona on pewne zadania. Godna uwagi jest również „Ulica marzycieli” Roberta McLiama Wilsona o tym, że na nowy początek nigdy nie jest za późno i może się on wydarzyć w każdym miejscu. Tak naprawdę jednak takich książek jest mnóstwo, wiele z nich też wyszło spod pióra polskich autorek.

- Przed opracowaniem pytań do tej rozmowy obejrzałam przypadkowo znaleziony film "Blask Tęczy". Była podopieczna sierocińca (tytułowa Tęcza), bogata wewnętrznie kobieta adoptuje 8-letniego Thomasa, wyśmiewanego i szykowanego w sierocińcu chłopca. Daje mu tym samym drugie życie. Niestety dziecko traci ją przez nagłą chorobę. Mimo to zachowuje pogodę ducha, zmienia adopcyjnego Ojca na lepsze i przejmuje różnobarwność podarowanej mu przez los mamy. Świat uczy postrzegać profesjonalizm jako minimum emocji. Zgodzi się Pani ze mną, że to pułapka i mamy prawo pozwolić sobie na bycie tęczą, nie zmuszać się do maski jednej barwy? Może Pani przytoczyć jakichś "tęczowych" bohaterów?

J.G.: Pracuję z osobami niepełnosprawnymi i w nich ta „tęczowość” pięknie się przejawia. Po prostu są sobą, niczego nie udają. Są wspaniali w swojej naturze, nie cenzurowanej modą na określony styl życia czy presją otoczenia. Dla mnie też wspaniałym przykładem takiej „tęczowej” osoby była malarka, Frida Kahlo, które biografię mogę polecić. Podobnie zresztą jak biografię Fiedlera, napisaną przez Bojarskiego, czy Ryszarda Czajkowskiego, napisaną przez Dagmarę Bożek Andryszczak. Zresztą, polecam również prosty, ale jednak kryjący w sobie pokłady prawdy poradnik „Rób swoje”, Austina Kleon.

- Dostrzegam również wśród społeczności osób niezdiagnozowanych chęć twórczości. Wiem jak, smutne jest to, że trudno o znalezienie tych, którzy potrafią nie tylko słyszeć, ale i odpowiednio słuchać. Zgodzi się Pani ze mną, że powinniśmy uczyć się nawzajem wspierać jako twórcy treści o podobnym przesłaniu, pokazać, że nie chodzi tylko o promowanie blogów jednego autora, ale o promowanie łączenia sił?

J.G.: Oczywiście, że tak. Jestem za kooperacją na wielu płaszczyznach szczególnie, że wówczas można dotrzeć do większej liczby odbiorców. I nie mam tu na myśli liczby polubień czy statystyki wejść na stronę, ale realnych, zaangażowanych odbiorców, którzy być może dzięki odnalezionym treściom zyskają inną perspektywę, albo odnajdą swoją własną drogę.

- Wiele osób, w szczególności osoby chore mają dosyć: mało treściwej motywacji, presji ciągłego uśmiechu, gdy jest źle. Czy może Pani zarysować sylwetki bohaterów, które są świetnym wsparciem w takim stanie? Są jak przyjaciele, którzy potrafią uszanować chwilę smutku i tęsknoty, nie zmuszając na siłę do chowania momentów kryzysu pod dywan?

J.G.: Tak naprawdę dla każdej osoby wsparciem będzie coś innego. Dlatego ciężko polecić tu jakiś tytuł. Ja zawsze szukam oparcia w biografiach, bowiem one dają mi siłę i pokazują, że nie ma osoby, której życie byłoby idealne. To pułapka, w która wpadamy szczególnie w dobie Instagrama czy Facebooka, gdzie każde zdjęcie jest dokładnie przemyślane. Warto posiłkować się książkami w tej tematyce, która nas interesuje – jeśli zmagamy się z depresją po porodzie, czytajmy książki o matkach, które też ją przeżywały, jeśli z lękami, takich książek szukajmy. Zresztą, nie musimy się ograniczać tylko do książek, bowiem wiele jest blogów czy artykułów poświęconych konkretnym historiom. Najważniejsze jest to, byśmy pozwolili sobie na chwilę słabości i na bycie nieidealnym. Mnie ostatnio denerwuje na przykład to, że córka nigdy nie śpi w ciągu dnia, a położenie jej spać wieczorem, przypomina walkę Dawida z Goliatem (nie muszę chyba dodawać, że wygrywa ona). Ale te emocje są częścią naszego życia i trzeba je zaakceptować . Ważne też, by nie pogrążać się w rozpamiętywaniu swoich porażek czy zachowania innych, odbiegającego od schematu, w który chcemy drugiego człowieka włożyć. Polecam zresztą w tej materii poradnik „Kobiety, które myślą za dużo”, dr Susan Nolen-Hoeksema. Jestem właśnie po lekturze, więc przyszedł mi na myśl.

- Powrócę na koniec do cytatu z okładki przywołanej już wcześniej powieści Pani Kordel pt. "Serce z piernika" - "Zatrzymaj się i rozejrzyj dookoła. Czasami tyle wystarczy, by w twoim życiu zaczęły się dziać". Zgodzi się Pani ze mną, że świetną terapią w obliczu poczucia osamotnienia jest kształtowanie społeczności o wspólnych bolączkach otwartej na docenianie twórczości i przejawów woli walki swoich członków? Czy historie walecznych chorych, niezdiagnozowanych i ich twórczych osobowości byłyby dla Pani ciekawą lekturą motywacyjną?

J.G.: Książki biograficzne, a także autobiograficzne, to niepowtarzalna okazja, by przyjrzeć się z bliska prywatnemu życiu ważnych osób. Ważnych nie tylko z uwagi na spektakularne dokonania, ale ważnych z racji ich istnienia, bo przecież ważna jest każda jednostka. Czytanie o tym, w jaki sposób bohater zmaga się z losem, rozwiązuje (lub nie) problemy, w tym problemy podobne do naszych, może pomóc nam odnaleźć właściwą drogę lub też uniknąć pułapek. Ja, po lekturze takich książek, czuję olbrzymi ładunek energii i chęci do działania. To również nieocenione źródło inspiracji, a także bodziec do refleksji nad własnym życiem czy wyznawanymi wartościami. Zresztą takiej pomocy możemy szukać nie tylko w biografiach, ale również w książkach obyczajowych. Jestem biblioterapeutą i często wykorzystuję również powieści do tworzenia różnego rodzaju scenariuszy zajęć, mogących nieść realne wsparcie i inspirować do poszukiwania rozwiązań.


- Dziękujemy serdecznie za rozmową i inspirację.