Jest nas setki, a może tysiące. Na pewnym etapie życia w świecie, który wydaje się jedynie wymagać puka do drzwi nieznana choroba. Nieznośny ból duszy i nieznośny ból ciała często współwystępują i przenikają się nawzajem. Codzienność zaczyna być równie niepewna, jak na otwartym morzu. Zasypiając nie wiemy, czy nazajutrz czeka nas słońce czy sztorm objawów nieznanego pochodzenia. Ilość wizyt u różnych specjalistów odbiera nam wiarę w sens poszukiwania odpowiedzi. Otoczenie lubi szufladkować, wmawiać człowiekowi doznającemu objawów, które istotnie niszczą życie, że zapewne to kwestia jego nadwrażliwości na swoim punkcie, jeżeli tak długo lekarze nie potrafią zdiagnozować przyczyny.

Ideą tej strony oraz społeczności (na facebooku również grupy zamkniętej niezdiagnozowani.com - https://www.facebook.com/groups/380222132868692/) jest walka ze stereotypem, że niewidzialne cierpienie fizyczne nie istnieje. Nie ma cierpienia bez przyczyny. Samotność i niezrozumienie - to właśnie czują osoby czekające na diagnozy i dźwigające na swoich barkach oprócz rozwijającej się, niewiadomej choroby szereg innych obowiązków, które niesie ze sobą życie. Doceńmy te osoby i ich historie. Zmieniajmy rzeczywistość na odmienną od tej, w której silne i zarazem despotyczne jednostki gardzą jednostkami słabszymi. To miejsce, gdzie słabość jest czymś wspólnym, godnym akceptacji, rozmowy i wsparcia.

"Nie można zatrzymać fal, ale można nauczyć się surfować"

Nawiązując do powyższego cytatu Jon Kabat-Zinn, to właśnie wzajemne wsparcie w poszukiwaniu przyczyn i stawianiu czoła niespodziewanym falom codzienności jest naszą wspólną nauką "surfowania" i przetrwania mimo fal bólu, żalu, skrajnej słabości, łez, wściekłości, poczucia niższości wobec stereotypu człowieka silnego.